Opis

Zabawa w chowanego – bo tak też nazywano grę w szukanie to zabawa polegająca na szukaniu się nawzajem przez uczestników zabawy we wcześniej wyznaczonym terenie.

Grę rozpoczyna się od wybrania z grupy uczestników osoby szukającej. W zależności od zasad jakie przyjęliśmy, osoba ta może sama się zgłosić do szukania bądź robimy wyliczankę w celu wyboru osoby szukajacej – w tym przypadku ustalamy czy pierwsza osoba, która wypadnie podczas wyliczanki szuka czy też odpada, a my wyliczamy dalej aż zostanie ostatnia osoba. Istnieje wiele modyfikacji gry, natomiast w podstawowej wersji, osoba szukająca zasłania oczy i odlicza – w zależności od ustaleń może odliczać do 10-ciu, 20-stu itd. W tym czasie, pozostali uczestnicy mają za zadanie schować się przed szukającym.

Kiedy osoba szukająca kończy odlicznie, mówi głośno: szukam! Ważne jest, aby to słowo zostało usłyszane przez wszystkich uczestników zabawy, dlatego też trzeba je powiedzieć głośno i wyraźnie – wtedy uczestnicy wiedzą, że gra rozpoczęła się na dobre! Zadaniem szukającego jest odnalezienie wszyskich uczestników zabawy, którzy się ukryli. Osoba, która jako pierwsza została znaleziona zostaje osobą szukającą w następnej rundzie. Z kolei osoba, która została znaleziona jako ostatnia wygrywa rundę. 

Jedna z modyfikacji tej gry polega na tym, że gracz, który szuka, ma prawo odliczać w wyznaczonym miejscu, które jest tzw. klepanką. Klepanka jest miejscem, przy którym gracze chowający się mogą się zaklepać. Zaklepanie polega na dotknięciu klepanki, mówiąc głośno: Raz dwa trzy za siebie, co oznacza, że gracz już nie będzie szukać w następnej rundzie i wygrał z szukającym. Gracz szukający – jeżeli znalazł jakąś osobę w grze – musi również ją zaklepać, mówiąc imię znalezionej osoby (np.: raz dwa trzy Paweł).

Wspomnienia

"W szukaniu ten kto mioł szukać to był wyliczany. Na przykład ta wyliczanka “Iki piki dwa szwędliki uku, ruku, AUS”. I ten co był “Aus” to albo szukoł, albo się tak długo wyliczanka robiło aż został yno jeden. Na wsi to był jakiś tam obszar, w którym mogliśmy się poruszać. Czasami to było dość wielkie. Jakieś stare chałupy, jakieś chlewiki, jakieś domy, studzienki. Czy tam na stomy, na gałęzie się włąziło. Najgorzej jak już była cima prawie. Jak szarzało, juz powoli trzeba było do domu iść, ale to się grało, grało. Szczególnie przez wakacje. Bo to było więcej czasu, do szkoły nie trzeba było iść. Rodzice też oczy przymykali, zaroz nie wołali do dom. Czasami się kończyło po ćmoku to już było strach. Potem ten ostatni się nie odzywoł, dobrze był schowany to my się boli czy mu się co nie stało. Czy się kajś tam nie utopił w studzience jakiejś. W jakimś guliku się nie utopił albo tam kajś.

  • Grało się na odklepywanie?
  • Tego co go nie szło znojść. To już potem wszyscy go wołali, żeby się ujawnił. No i to był ten król. On był takim królem przez to, że go nie znejdli."  - GLIWICE